Co dalej?
Czy to już koniec świąt?
Czy wracamy do tej samej codzienności — szarej, zabieganej, zmęczonej?
A może jednak nie.
Może coś w nas się zmieniło.
Nie mamy wpływu na wszystko wokół, ale mamy wpływ na to, co dzieje się w nas. I w sercach tych, którzy są nam najbliżsi — naszych dzieci.
Wróćmy jeszcze na chwilę do pasterzy, królów czy magów.
Przyszli, zobaczyli, oddali pokłon, złożyli dary… i wrócili do swoich spraw.
Czy naprawdę możemy sądzić, że odeszli tacy sami? Że spotkanie z Dzieckiem nic w nich nie zmieniło?
Jeśli Boże Narodzenie to dla nas tylko choinka, światełka, szopka. Taka kolorowa, piękna tradycja, folklor — to rzeczywiście możemy się spodziewać, że wszystko w nas zostaje, jak przedtem.
Ale jeśli w głębi serca, ze świadomą decyzją rozumu i woli, z wiarą choćby maleńką jak ziarnko gorczycy, spotkaliśmy Żywego Boga w postaci małego Dziecka, wtedy coś się zmienia. Bo — jak mówi Pismo — „ukazało się Życie, które było u Ojca i nam się objawiło”.
A takie spotkanie zawsze przemienia.
Dlatego nie powtarzajmy bezwiednie: „święta, święta i po świętach”.
Nośmy w sobie nadzieję, która się wtedy narodziła — albo odrodziła.
Idziemy w codzienność z naszymi dziećmi nie sami. Ta droga nie jest ciemnym tunelem prowadzącym donikąd. Jest może „cienistą doliną”, nad którą zabłysło światło, bo Dziecię nam się narodziło.
Każda chwila naszego życia i życia naszych dzieci ma znaczenie.
Jest utkana z Bożej miłości.
Idźmy więc w codzienność z oczami częściej zwróconymi ku niebu niż ku ziemi. Mamy w sobie pokłady siły, dobra, cierpliwości, mądrości i wyrozumiałości — i odkrywamy je właśnie w tym, co zwyczajne. W codziennym trudzie i codziennej radości. W byciu obok naszych dzieci.
Towarzyszymy im — czasem zmęczeni, czasem bezradni, ale nigdy sami. Bo czuwa nad nami Ten, Który był i Który jest.
Bądźmy odważni.
Pielęgnujmy nadzieję, którą może udało się nam zatrzymać w sercach. — Chociaż minęły już święta Bożego Narodzenia.
Mama

